RSS
środa, 08 grudnia 2010
może będę tu, może będę tam: taniswiat.blogspot.com
czwartek, 29 lipca 2010


świadectwo wiary w sukces i frenetycznie manifestowanej wielobranżowości. rustykalny anturaż gwarancją satysfakcji z zakupów.
poniedziałek, 01 marca 2010
Po trwającym ponad kwadrans wstępie, na który składał się oszałamiający koktajl reklam i trailerów, nawąchawszy się setek par butów, nasłuchawszy się wielu popkornowych szelestów i chrumknięć, przestałem być pewien, czy nadal chcę oglądać film. Ostatecznie jednak zapadł zmrok i wywietrzyłem ze swej głowy wszelakie niezadowolenie związane z urodzajną frekwencją. Od tego momentu jedynie odbicia gogli 3d przełamywały ciemności wnętrza sali i wyglądały dokładnie lub mniej-więcej tak:



Pewnie byłbym szubko zapomniał o tym widoku, jednak pierwsze minuty Filmu, Którego Wstyd Nie Zobaczyć podziałały na mój zmysł wzroku podobnie jak low kicki Pudziana na Najmana. Ponownie czynnik konfudujący pod postacią galerii twarzy malujących różne odmiany zadziwienia wśród setek okularowych iskier ułatwił wyjście z wartkiego strumienia fantazji Camerona. 
W trakcie robienia odpoczynku dla szczególnie zmęczonej lewej gałki ocznej dotarła do mnie dziwaczność stworzonej przez siebie sytuacji. Oni idą z parasolkami nad głową, ja nawet nie otwieram swojej, stoję pod kasztanem i czekam, aż przestanie padać. 
Właśnie wtedy przypomniałem sobie anegdotę usłyszaną jednym uchem wiele lat temu. Była sobie orkiestra symfoniczna, której nazwy nie pamiętam. Był też sobie stary muzyk awangardowy z Japonii, którego nazwiska nie znam. Zaproszono go na koncert wspomnianej orkiestry, aby mógł po nim wypowiedzieć się na temat wrażeń. Czy się podobało? Tak, było w porządku. Najbardziej przypadło mi do gustu pierwsze dwadzieścia minut, kiedy muzycy stroili instrumenty - mówił potem.
Metafora może mało celna, ale, od biedy, przecież czym innym jest pełna sala kinowa, jeśli nie grupą nieświadomie wykonującą całkiem interesujący performance? 
Anyway, film w niezaplanowanym momencie wciągnął mnie, opornego i przyznam, obejrzałem go do końca z prawdopodobnymi wypiekami na twarzy i niewątpliwym błyskiem w oku.
czwartek, 18 lutego 2010
Historyjka autorstwa M. Sieńczyka. Nie potrafię znaleźć stosownego komentarza.



środa, 27 stycznia 2010

Jako dziecko miałem osobliwy lęk przed naczyniami emaliowanymi w kolorze krwistoczerwonym, słoneczkami z buzią, a także wszystkim, co je przypominało. Kto odgadnie pochodzenie tej mozaiki, otrzymuje czekoladę z orzechami.

sło

niedziela, 18 stycznia 2009

Nieodzowna wcześniej czy później wędrówka po marketach w stylu hiper jest dla mnie każdorazowo doświadczeniem gwałcącym zmysły i odciskającym się na psyche w sposób raczej bolesny, jednak dostarcza mi ona zarazem sposobności do polowania aparatem telefonu na różne śmiesznostki.

 

 

Image Hosted by ImageShack.us
07:56, pepewuem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2008

 Słońce rozjaśnia duży pokój który jest już ładnie posprzątany. Przyjdą dzisiaj nasi znajomi więc pożartujemy sobie co nieco. Trzeba się jeszcze tylko ogolić i zawołać dzieci z podwórka. Żona ugotowała smaczny obiad właśnie mówi mi że słyszy przez otwarte okno od kuchni jak dzieci bawiąc się w pomidora co chwila wybuchają śmiechem. Na jesień jak wrócimy z wakacji czeka nas remont mieszkania tym razem nie obejdzie się bez skrobania sufitów. Meble zsuniemy na środek każdego pokoju pokryjemy folią i już. Miło będziepo takiej robocie wypić z żoną kawę i popatrzeć sobie w oczy. Jak dobrze jest się rozumieć. Rozumie się tyle ile się rozumie. Jak dobrze jest zjeść kotlet pływać w jeziorze albo w basenie. Wszystko ma swoje miejsce dlatego na świecie jest tak dobrze.

krzysztof gruse, "nnasz ukochany świat" w: wiersze srednie 

 fot. ©  albin kolano, "pierdu, pierdu" kolaż (2003), Mustek G_Smart mini 2

 

summer randomness

Kiedy jest bardzo, bardzo ciepło, na krawędzi dnia i wieczora małe aparaty robią psikusy bez udziału ludzkiej ręki, ani choćby jego woli. ważne, ale ulotne momenty odciskają się mikroskopijnymi śladami na piaszczystych łysinach po wydeptanej trawie, odłamują suche patyki szumiąc w starych drzewach i zostawiają woń niesamowitości w rzeczach tak uduchowionych jak przeganianie krowy z pastwiska do obory albo spacer po peryferiach miasteczek.

15:47, pepewuem
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 lipca 2008
sobota, 15 marca 2008
sobota, 12 stycznia 2008

Do czego się nie uciekną kreatorzy wizerunku szanującej się firmy branży mięsnej, aby potencjalni klienci nie przeoczyli ich najnowszego produktu? W swojej kampanii wezmą pod uwagę nawyki żywieniowe zwolenników mięsnych frykasów i nie pominą faktu, że wielu z nich napełnia swoje brzuchy przed telewizorkiem. Jeśli, dajmy na to, o porze nieprzyzwoicie późnej ich klientom dane będzie wyłączyć odbiornik i oddać się wprost w objęcia Moprfeusza, nie będą oni musieli zadawać sobie trudu poszukiwaniu lotnika, który właśnie odfrunął do jakiegoś miejsca zbyt odległego, by porzucać pierzyn pielesze, lecz możliwie celnie cisną resztką nowego salami w wielki czerwony przycisk ON/OFF. Stosowny obrazek na folijce (zwanej też zawijką bezkiszkową) przypomni im o alternatywnym zastosowaniu mieszczącego się w niej kawałka mięsiwa.

 

 

18:59, pepewuem
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
ja ja ja ja ja